Tajemnica śmierci i pogrzebu generała von Fritscha (2). Kościół w Strudze – miejscem uroczystości pogrzebowych

Generał Werner von Fritsch był osobą głęboko wierzącą. Okazując zatem należny mu szacunek, jak i wypełniając treścią maksymę wyciśniętą na każdej klamrze pasa  żołnierza Wehrmachtu (Gott mit uns), zadecydowano, przed odtransportowaniem zwłok do Berlina, prze­prowadzić kościelną ceremonię pogrzebową.  Dokonując wyboru kościoła brano zapewne pod uwa­gę:

  1. bliskość jego położenia od miejsca tragedii:
  2. dogodny dojazd;
  3. możliwość uczestniczenia wielu wyższych rangą oficerów;
  4. zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom uroczystości,
  5. oraz przede wszystkim – odpowiedni dystans od pozycji broniących się wojsk polskich.

Trzy pierwsze warunki spełniał, najbliżej położony kościół w Markach. Murowany, przestronny, nieodległy od szosy Radzymińskiej. Niestety, był położony zaledwie 3 km od linii wojsk polskich. Narażony więc był na niebezpieczeństwo ewentualnego wypadu wojsk polskich, ostrzału artyleryj­skiego, lub przypadkowego kontaktu z pododdziałem rozbitych wojsk polskich koncentrujących się w Stolicy. Ryzyko było spore.

Następną na kierunku, nie tak może okazałą świątynią był położony w Strudze kościółek, wówczas jeszcze jako kaplica zakonu Michaelitów. Był nawet położony bliżej szosy aniżeli marecki, a przy tym zdecydowanie dalej od pozycji polskiej obrony (6 km). W takich uwarunkowaniach, wybrano by wariant bardziej bezpieczny – w Strudze. Z pewnością nie było wówczas czasu na staranniejsze wypracowanie decyzji, sytuacja nagliła, spieszono się, improwizowano.

Zadbano jednakże o bezpieczeństwo i owszem – o wygodę. Jeszcze tego samego dnia zebrano kilku mieszkańców z położonych bliżej kościoła domów i zatrudniono ich przy urządzaniu podejścia z jezdni do kościoła[1]. Czego dotyczyło to podejście? Otóż wielu starszych mieszkańców Strugi pamięta, że idąc od stacji kolejowej w Strudze do kościoła, torowisko kolejki wąskotorowej oddzielał od muru i ogrodzenia zabudowań głęboki rów odwadniający – aż do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Co ciekawsze, w 1939 roku i później, przepust nad rowem wykonany był naprzeciwko bramy wjazdowej do zabudowań zakonu Michalitów, czyli obok, a nie na wprost frontonu budynku kościoła. Kościół do 1953 roku był kaplicą zakonną. Nadto, szyny kolejki wraz z podkładami były znacznie wyniesione ponad jezdnię, co stanowiło dość nieszczęsną przeszkodę dla pieszych. Wskazane zatem było przygotowanie odpowiedniego do rangi wydarzenia podejścia do kościoła, o co pragmatyczni Niemcy zadbali. Wykonano prowizoryczny mostek i teren wyrównano drewnianymi blatami.

Odnośnie zaś samego przebiegu uroczystości, to w pamięci mieszkańców pozostał widok bardzo licznie rozstawionych, na kilkaset metrów wzdłuż szosy, żołnierzy w czarnych mundurach[2].
I na tym można by zakończyć sprawę uroczystości pogrzebowych w kościele w Strudze.

W faktografii śmierci generała Wernera von Fritscha funkcjonuje powszechnie znane zdjęcie z uroczystości pogrzebowych w kościele w Strudze. Zdjęcie to ukazało się w pierwszym (październikowym) numerze czasopisma „Ilustrowany Kurier Polski”, wydawanego przez władze niemieckie dla Polaków, oczywiście w języku polskim. Kto widział kościół w Strudze przed przebudową, nie ma najmniejszych wątpliwości, że zdjęcie wykonano właśnie w jego wnętrzu. Zaskakujący zatem dla nich będzie, dotychczas nie wyjaśniony opis zdjęcia informujący, że uroczystości miały miejsce w kościele Skrudzkim. Trzeba przyznać, że przyczyna (błędnego?) podania nazwy kościoła jest z pewnością zagadkowa.

Koło Warszawy jest tylko jedna Skruda. Ta koło Długiej Kościelnej. Niemcy na pewno pomylili tyl­ko, jak to Niemcy, obie wsie. Zwyczajnie wydawało się im, że kościół w Długiej Kościelnej, to kościół w Skrudzie. Może wiedząc o niedalekiej Skrudzie nazywali tak dla wygody Długą Kościelną, bo dla nich Długa, to jeszcze jako tako, ale ta Kościelna! I zdjęcie, i podpis pod zdjęciem, to dwie następne pułapki zastawione przez Gestapo. Kościół w Długiej Kościelnej jest kościołem drewnianym, a na zdjęciu mamy najwyraź­niej kościół murowany. Otynkowany wewnątrz. W poprawkach do raportu feidwebla Klückerta, podpo­rucznik Rosenhagen napisał, że zabitego generała zawieziono do kościoła w Strudze, który od chwili wybudowania był murowany i otynkowany wewnątrz.

Na pierwszej ilustracji jest skopiowane zdjęcie z artykułu zamieszczonym w MARSIE. Na następnej /il. 2/ – dla ułatwienia dokonywania porównań – umieściłem zdjęcie wnętrza kościoła strużańskiego, wyko­nane przez mojego szwagra, Adama Kopczyńskiego. Na zdjęciu widać jak wyglądał kościół we­wnątrz przed jego modernizacją dokonaną po II Soborze Watykańskim. Wnętrze to, z początku lat siedemdziesiątych jest z pewnością porównywalne do wnętrza z 1939 roku.

Jak wynika już z tylko pobieżnej analizy obu zdjęć: pochodzą one z tego samego kościoła. Na kolejnej znajduje się współczesne zdjęcie prezbiterium, które wystarczająco traf­nie oddaje architekturę przestrzenną zdjęcia z 1939 roku /il. 3/. Jednak obecna architektura nie przekonuje pana S. Kazimierskiego[3], który w swoim opisie do zdjęcia forsuje tezę fotomontażu.

Dla oszczędzenia czasu traconego na przytaczanie nużącego tekstu opisu, skupiam uwagę Czy­telnika na wymienionych w nim zagadnieniach, które skrótowo, lecz starannie uogólniam lub przyta­czam.

  1. Widoczny po lewej stronie ołtarza boczny ołtarz, jak podaje autor „jest to ołtarz z kościoła w Strudze, ale ustawiony nie jak w Strudze, czyli równolegle do linii ławek”. Wyjaśniam zatem, że jest to nieprawda. Boczny ołtarz w Strudze był i jest ustawiony do linii ławek, i do osi kościoła, skoście. Według miary używanej w artylerii, czyli w tysięcznych, ołtarze boczne ustawione są do ławek pod kątem 8-00 czyli 48 stopni.
  2. Dalej pisze autor, że kościół w Strudze „miał ogromne nawy boczne”. Jest to również nie­prawdą. Kościół w Strudze, zaprojektowany przez architekta Feliksa Michalskiego, znanego projek­tanta innych kościołów min. w Jedwabnem, był wykonany zgodnie z projektem jako jednonawowy, czyli bez naw bocznych. Dopiero w latach 1986 – 87 kościół został rozbudowany przez udane go­tyckie przebicia bocznych ścian i dobudowanie naw bocznych.
  3. Kolejna nieprawda dotyczy stopni prowadzących do prezbiterium. Autor pisze, że „ jest ono położone wybitnie wysoko i prowadzi do niego cały szereg stopni”. Przesada. Obecnie rzeczywiście prezbiterium jest wyniesione na trzy stopnie ponad jednostopniowy spocznik, lecz przed przebudo­wą do prezbiterium prowadziły tylko dwa stopnie, co widać na zdjęciu z lat siedemdziesiątych.

Tyle w skrócie mojej repliki do autorskiego komentarza zdjęcia z wystawienia zwłok w strużańskim kościele.

Przedstawione wyżej moje argumentowanie dość jasno wykazuje, że prawdy w interpretacji pana Kazimierskiego jest tak niewiele, jak i niewielkich rzeczy ona dotyczy (ornament, kinkiet, firanki, frędzle, rozbłyski). Interpretacja zdjęcia razi nie zachowaniem tzw. stosowności, jakiej powinien był on przestrzegać, czyli szerzej opisać te fragmenty zdjęcia, na których oczywistość występujących elementów jest bezdyskusyjna. Elementy te: zasadnicze, kłujące oczy, pierwszorzędne – zastanawiająco pominięto – nie zostały w ogóle skomentowane. A właśnie one wskazują, wręcz niepodważalnie, na kościół w Strudze. Odnosi się to do balasek, ławek i figury św. Stanisława, bardzo dobrze ekspo­nowanych na zdjęciu z lat siedemdziesiątych. Szczególnie balaski, czyli drewniana barierka akcentu­jąca strefę prezbiterium i otwarte do jej wnętrza dwuskrzydłowe drzwiczki, tak doskonale pokazane na zdjęciu, są wielce charakterystyczne dla strużańskiego kościoła. Również opływowe bardzo wy­godne ławki z klasycznymi bocznymi oparciami, ujawniają przemilczaną prawdę. Kilka z nich, usta­wionych w ostatnich rzędach, do dzisiaj uzupełniają te mniej wygodne. Wreszcie figura św. Stanisława, przeniesiona co prawda do sąsiedniego budynku Kurii, ale również jeszcze dzisiaj do obejrzenia (ilustracja 4).

Pozostając wiernym zasadzie, że najlepszymi potwierdzeniem prawdy jest sięgniecie do źródła, nawiązałem kontakt z rodziną Freiherr von Fritschów. Zważywszy, że jest to stary, sygnujący się pięknym herbem pruski ród, otrzymaną odpowiedź uważam za satysfakcjonującą. Odpowiadający mi z polecenia Burkharda Frhr. von Fritscha pan Henning Rödiger, cioteczny wnuk generała, potwier­dził znaną wersję śmierci generała na Pradze oraz uroczystości pogrzebowych w kościele w Strudze. Wyjaśnił przy tym, że jego ojciec towarzyszył przy przewozie zwłok generała do Berlina: Mein Vater hat den Sarg von Polen nach Berlin begleitet -mój ojciec towarzyszył trumnie  Polski do Berlina.

Również wyjaśnienia, a zasadniczo opisania przez historyków, domaga się sprawa kwaterowania wojsk niemieckich w Strudze, we wrześniu 1939. Jak mi jest wiadomo, to dowództwa rodzajów wojsk kwaterowały tam, gdzie były ku temu najlepsze warunki. A takie właśnie były na plebanii ka­plicy w Strudze, która miała sieć wodociągową, była skanalizowana, a przede wszystkim zelektryfi­kowana. Miała swój agregat prądotwórczy. Wiadome jest, że od września 1939 roku stacjonowali tam Niemcy, co by sugerowało szybkie przewiezienie zwłok generała do Strugi.

Wiadomym jest, że dowództwa pododdziałów niemieckich wybierały na kwatery zabudowania lepiej wyposażone od przeciętnych, zazwyczaj z instalację elektryczną. Wówczas w Strudze zelektry­fikowane było i drugie takie miejsce, to willa Polonka na Czarnej Strudze. Nie uszło to uwadze Niemców, więc kwaterował tam Oddział Kwatermistrzowski (Quartiermeisterabteilung). Natomiast w szkole w Pustelniku – Dowództwo Rzutu (Führungsstaffel) w tym Dowództwo dowodzenia – Art. Kdr 2 razem z Dowództwem 217 DP.

I kolejny fakt w tej sprawie. Wg zeznań ppor. Rosenhagena „transport zmarłego pana generała nastąpił nie do I batalionu, lecz natychmiast do punku dowodzenia 12 p. art. Stamtąd przewieziono zwłoki do kościoła w Strudze”.

Jest jeszcze na zakończenie i wątek sentymentalny wzbogacający historiografię niewielkiej podwarszawskiej mieściny – niegdyś Strugi, dzisiaj wtapiającej się w aglomerację Marecką. Otóż, wy­darzenia tu opisane miały miejsce w kościółku (zakonnej kaplicy) zaprojektowanym przez mniej znanego, przedwojennego architekta Feliksa Michalskiego (1879 – 1946). W 2012 roku ukazała się na rynku książka ukazująca dorobek tegoż architekta[4]. W Posłowiu tej książki autor trafnie zauważa: „Obiekty Michalskiego były niemymi świadkami trudnych i tragicznych wydarzeń z historii Polski (Kostopol – wydarzenia wołyńskie, Jedwabne – pogrom Żydów, kościół na Kole – Powstanie War­szawskie i stalinowskie zniewolenie urbanistycznego krajobrazu stolicy)”. Do wymienionych świa­dectw możemy dopisać również ten wrześniowy epizod: niekłamane, nieoficjalne uroczystości po­grzebowe generała pułkownika Wernera Freiherra von Fritscha.

Marek Borkowski, Struga, Skruda, trumna i firanki (fragmenty), maszynopis, Czarna Struga, 2015. Tekst ma ukazać się w II tomie „Rocznika Mareckiego”.

[1] Relacja przechowywana w pamięci starszych mieszkańców Strugi.
[2] Tę informację uzyskałem od Krzysztofa Lubowieckiego, któremu o zdarzeniu opowiadała mama, pani Zofia.
[3] Zob. Szymon Kazimierski, Niepokorny generał von Fritsch i jego tajemnicza śmierć we wrześniu 1939 r., MARS. Problematyka i Historia Wojskowości, Studia i materiały, 2003, t. 15, s. 225-249.
[4] Artur Lis Feliks Michalski (1979 – 1946) Meandry mazowieckiej architektury. Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki. Agencja Wydawnicza „Egros” Warszawa 2012.

Ilustracja 1

Ilustracja 2

Ilustracja 3

Ilustracja 4